Mateusz
Dominik
(c) Mateusz&Dominik
|
Co trzeba mieć oprócz roweru?
Koniecznie musimy mieć jakieś torby, żeby zapakować to wszystko,
co będzie
nam potrzebne w trasie - ubranie, jedzenie, jakieś narzędzia i części.
POD ŻADNYM POZOREM NIE BIERZEMY PLECAKA!!! Sakwy to jedyne rozwiązanie.
Kogo stać, to kupuje sobie wodoszczelne Ortlieby lub Karrimory i (przynajmniej
tak sugeruje ich cena) powinien mieć wszystkie kłopoty z głowy. Kogo nie
stać, kupuje tanie, trzyczęsciowe sakwy (takie, które mają komory z boku
i z góry), np. Duo, wrzuca do nich mocną nić i grubą igłę (nie należy oczekiwać,
że takie sakwy się nie poprują), pakuje wszystko w worki (nie należy spodziewać
się po takich sakwach wodoszczelności) i ma równie dobre samopoczucie jak
właściciel sakw dziesięciokrotnie droższych.
Czy instalować sakwy do przodu? Ten problem każdy powinien roztrzygnąć
sam. Rozłożenie bagażu częściowo na przód poprawia stabilność roweru (odczuwalne
bardziej w górach). Jeżeli jedziemy na długo i w zimne kraje (np. 3 miesiące
na Nordkapp), to możemy mieć trudnoci ze spakowaniem się tylko do tylnych
sakw. Ale trzeba kupić dodatkowe sakwy i bagażnik (przy czym trzeba uważać
- większość sakw przednich wymaga specjalnych bagażników "lowrider"). Niezależnie
od faktu posiadania (bądź nie) przednich sakw warto mieć podręczną torbę
na kierownicę - na dokumenty, aparat fotograficzny, jakieś jedzonko, które
mozna jeść nie zsiadając z roweru (np. owoce, batony). Wygodne są torby,
które jednym ruchem można zdjąć (i np. wziąć ze sobą do sklepu).
Musimy gdzieś spać, więc pewnie weźmiemy ze sobą namiot. Oczywiscie
im lżejszy, tym lepszy. Nie polecam jednak tych "rowerowych" namiotów,
w których rower służy jako stelaż. Przynajmniej mnie spanie bedąc przytulonym
do brudnego, skurzonego lub ubłoconego roweru nie wydaje się specjalnie
sympatyczne. Znacznie lepsze jest np. igloo, choć to też nie ideał - rozłożenie
takiego namiotu w deszczu i niezmoczenie części sypialnej graniczy z cudem
(chodzi o namiot z tropikiem rzecz jasna).
Warto też, żeby namiot miał jakiś przedsionek - chociażby po to, żeby
nie spać razem z butami i kuchenką gazową.
Trzeba jakoś przygotowywać jedzenie. Z tym akurat nie ma dużego problemu
- w sklepach sporo jest niezbyt drogich maszynek i lekkich butli typu Camping-Gas
lub Epi-Gas. Bardziej wymagający stosują specjalne maszynki benzynowe.
Trzeba się jakoś ubrać. Z górnych półek wybieramy bieliznę i bluzy z
Polaru lub
podobnych materiałow (np. Rhovyl-On). Polar to całkiem niezły materiał
na wyprawę - lekki, ciepły, odporny na wodę (tzn. zmoczony bardzo szybko
wysycha). Dlatego nawet jeżeli nie stać nas na komplet nowoczesnej, oddychającej
odzieży od bielizny aż po kurtkę, to bluzę z Polaru warto mieć - na wypadek,
jak się ochłodzi.
Trzeba też mieć coś skutecznego od deszczu i wiatru. Tu znów zaczynamy
od gore-texu i hydrotexu, ale tak naprawdę to wszystko jedno, jaka kurtka,
jeżeli nie przemaka i nie krepuje ruchów.
A nogi? Tu po prostu potrzebujemy spodenki, które po zmoczeniu szybko
wyschną. Tak naprawdę do rzadko będziemy potrzebować długie spodnie do
jazdy - nogi są na zimno stosunkowo odporne pod warunkiem, że jest nam
ciepło "u góry". Jeździłem już w krótkich spodenkach w temperaturze ok.
3-4 stopnie i nie było mi zimno. Bardziej doświadczeni specjaliści od jazdy
w warunkach zimowych i prawie zimowych twierdzą, że warto jednak mieć coś
ogrzewającego kolana, bo nie warto ich przeziębiać.
Pamiętajmy też, żeby mieć co na siebie włozyć zaraz jak zejdziemy z
roweru po jeździe w takich temperaturach.
A poza tym? Spodenki, koszulki, rekawiczki?
Ja tam nigdy nie jeżdziłem w specjalnych rowerowych spodenkach i koszulkach
i żyję. Niech każdy wybiera to, w czym się dobrze czuje i tyle. Rękawiczki
kolarskie to niezły wynalazek, jak godzinami trzyma się kierownicę, ale
można się bez nich obejść.

|